Tekst i zdjęcie: Karina Grygielska

Gdzie jest pokój mamy?

Tekst który czytasz będzie poszukiwaniem swojego miejsca. Może to oczywiste, ale warto sobie przypomnieć, że każdy ma do takiego własnego miejsca prawo – również my matki!!!! .

Od blisko dziewięciu lat mieszkam we własnym domu – no prawie własnym, wszak dom jest wzięty na kredyt, więc jego prawowitą właścicielką, tudzież współwłaścicielką zostanę dopiero w 2040… Będę mieć wtedy, moi drodzy…
62 lata… – no i całe życie przed sobą…

Odnosząc się do tego nieszczęsnego kredytu, dodam jeszcze tylko, że to była jedna z najtrudniejszych, ale i najlepszych decyzji mojego życia i podjęliśmy ją z mężem odważnie po to, by dać dzieciom szczęśliwe dzieciństwo.

O moim domu wspominam nie bez przyczyny – przede wszystkim dlatego, żeby Wam opowiedzieć, że w momencie projektowania wnętrz popełniłam jeden ogromny błąd…

Otóż chodziłam po pustych pomieszczeniach i wyobrażałam sobie, jak je urządzę.        I teraz to poczujcie – jesteśmy na dole nowo wybudowanego domu, stan surowy – tu będzie salon, tu gabinet męża, tu łazienka, tu toaleta dla gości, tam kuchnia – cudownie. Idziemy na górę – cztery pokoje – tu nasza sypialnia, tu pokój jednej córki, tam pokój drugiej i zostaje jeszcze ostatni pokój – ten będzie oczywiście gościnny, a docelowo przeznaczymy go dla naszego ostatniego dziecka, może synka…

W tamtym szczęśliwym momencie „wicia gniazda” nie mam świadomości popełniania żadnego błędu. Wręcz przeciwnie – jestem z siebie dumna, cieszę się, wzruszam, płaczę ze szczęścia – ja, nazywana przez mojego męża „Jenny from the Block”, która dzieciństwo spędziła w dwóch pokoikach na 54 metrach kwadratowych w bloku z wielkiej płyty, nawet nie wyobrażałam sobie nigdy, że aż takie szczęście mnie spotka, żeby mieć własny dom. Mój dom a w środku… zero kąta tylko dla siebie…

No i tak sobie żyjemy – całkiem szczęśliwie, oby tak dalej! Dzieci rosną, mąż pracuje w zaciszu swojego gabinetu, a jak wyjeżdża, to ja zajmuję jego fotel i mogę tam sobie coś własnego porobić…Szczególnie, że tak się złożyło, że ja również teraz pracuję z domu – głównie rozkładając swoje zabawki w naszej domowej „salce konferencyjnej”, czyli jadalni… Mąż pyta – a co, źle ci tu? Blisko do kuchni, kawkę możesz sobie zrobić. Ano mogę, mogę też podjadać orzeszki, choć lepiej z tym uważać, bo ciężko schudnąć…

Na górze wszystkie pokoje zajęte – zamiast syna, urodziła się w 2016 trzecia córka, która już od kilku miesięcy przyprowadza koleżanki do swojego „pakuja”, jak nazywa swoją przestrzeń. Moja dwunastoletnia Maja spędza długie godziny czytając powieści dla nastolatków w swoim pokoju, na drzwiach którego pojawia się czasem napis „Nie wchodzić bez pukania”, a dziesięcioletnia Karolina bardzo pilnuje, by nikt nie śmiał zrobić bałaganu w jej konstrukcjach z klocków LEGO. Na jej drzwiach bywa wywieszana tabliczka, że aby wejść do środka wymagana jest znajomość hasła (to hasło się zmienia i ja nie zawsze mam do niego dostęp). Mąż, gdy akurat pracuje z domu (poza tym często wyjeżdża), zamyka drzwi do swojego gabinetu i tam nie można wejść pod żadnym pozorem.

No i tak to wygląda…

Nawet pies ma swoje leżysko pod drzwiami wejściowymi…i budę przed domem, w której głównie mieszkają pająki.

Dobra, już teraz wiecie skąd zaszła we mnie potrzeba zorganizowania warsztatów pod tytułem BYĆ MAMĄ, BYĆ SOBĄ. Poszłam na szkolenie, wyszkoliłam się i teraz to moje wyszkolenie próbuję przełożyć na życie. Chcę też się z Wami, dziewczynami z naszego Klubu Mam, dzielić swoim doświadczeniem, swoją wiedzą i od Was tę wiedzę czerpać. Stąd pomysł tych warsztatów, to takie nasze babskie spotkania tematyczne, podczas których próbujemy w naszych domach, w naszych rodzinach znaleźć miejsce dla siebie. I tylko dla siebie.

Ostatnio oglądam na Netflixie fajny serial – „The Beginning of Life”. Przedstawia on życie różnych matek, ojców – jak to życie się zmienia w związku z pojawieniem się na świecie dzieci. Są pokazane różne rodziny na całym świecie – wypowiada się jakaś afrykańska matka, jakiś hinduski ojciec, pokazane są sprawy amerykańskiej rodziny, rumuńskiej, itp. I uderza mnie jedno – wszyscy jesteśmy tacy sami. Wszyscy mówimy podobnie o swoim rodzicielstwie, jesteśmy zgodni co do wielu rzeczy.

W drugim odcinku wypowiada się między innymi jakaś piękna kobieta, która jest matką niejakiego Benjamina. Opowiada z miłością o swoim malutkim dziecku, przypomina poród, który był lekki i odbył się w warunkach domowych – z tych opowieści wynika, że bardziej przypominało to ćwiczenie jogi niż parcie – sama nie wiem. Natomiast ta piękna kobieta mówi coś, w co na pewno chcę uwierzyć, co jest czystą prawdą i przesłaniem dla nas wszystkich – mówi, że zrozumiała, że aby być lepszą matką, musi też potrafić znaleźć czas dla siebie. Mówi, że musi mieć swoją przestrzeń, w której mogłaby o siebie zadbać. Nie może tylko dawać i dawać i dawać, bo wkrótce nie będzie miała nic do dania…

I te nasze warsztaty to takie trochę poszukiwanie tej przestrzeni dla siebie. Podczas naszych cotygodniowych spotkań będziemy robić tzw. tort trzech kroków, zmierzać się ze stereotypami na temat matek, wypisywać wspólnie wszystkie role, w które każdego dnia musimy się wcielać, by dobrze wypełniać zadania związane z byciem mamą. Będą też spotkania poświęcone naszym własnym matkom, jak bardzo ta relacja z nimi nas kształtuje, co robimy tak samo, co całkiem inaczej – jakie mamy zasoby i braki, które wyniosłyśmy z własnych rodzin. Uświadomimy sobie, ile pracy wkładamy w codzienne bycie razem z dzieckiem, porozmawiamy, co nas trapi, jak się czujemy, dlaczego radości i dumie często towarzyszy też zagubienie i co to właściwie jest ten cały baby blues… A obszary zaniedbane w naszym życiu? Czy dbamy o relacje z mężem, jak się to zmienia? Co robić? Jak sobie pomóc, by znaleźć ład i harmonię w naszych rodzinach… Co tydzień zorganizujemy spotkanie, podczas którego damy sobie wzajemne wsparcie. Każdy warsztat będzie na jakiś temat i będziemy starać się, by co jakiś czas zaprosić ciekawe osoby z naszych okolic, psychologów, pedagogów, trenerów, instruktorów, doulę, położną, podróżniczkę, prawnika, itp.

A oto zaplanowane tematy naszych wtorkowych warsztatów:

  1. Moje miejsce w rodzinie, moje małe i duże sukcesy
  2. Mieć czas dla siebie – jak to zrobić
  3. Być mamą i atrakcyjną kobietą – jak o siebie zadbać
  4. Jak to się w ogóle zaczęło – krąg opowieści porodowych
  5. Być mamą, być żoną
  6. Być mamą, znać siebie – wstęp do FRIS
  7. Być mamą, być siostrą – o relacjach z rodzeństwem, wsparciu rodziny
  8. Być mamą i pracować zawodowo
  9. Być mamą, być córką – o relacjach z naszymi matkami i ojcami
  10. Być mamą w myśl Pozytywnej Dyscypliny – patenty na trudności
  11. Być mamą, kształtować właściwe nawyki żywieniowe
  12. Być mamą, wiedzieć w co i jak się bawić z dzieckiem
  13. Być zdrową mamą
  14. Podróżować z dziećmi

Poza tym będą też warsztaty z rękodzieła z naszymi utalentowanymi mamami z klubu. Będzie się działo!

Kiedy rodzi nam się dziecko, zmieniamy się. Zmieniamy się, czy tego chcemy, czy nie. Możemy się pogubić. Możemy poczuć się zagrożone. Możemy zniknąć. Gdy jesteśmy długo w domu z dzieckiem, skazuje się nas trochę na izolację, samotność. Czujemy strach. Bycie mamą okazuje się czasem trudniejsze niż nam się wydawało. Wstydzimy się czuć się źle – przecież macierzyństwo jest piękne! To jak możemy czuć się gorzej? Czy w ogóle możemy myśleć o sobie? Czy da się pogodzić bycie mamą i bycie sobą…Przecież bycie sobą przy dzieciach schodzi na dalszy plan…Może w ogóle przestajemy być sobą…Może tak trzeba…

A tymczasem nastrojów depresyjnych po urodzeniu dziecka NALEŻY SIĘ SPODZIEWAĆ.  Po prostu nie da się ich uniknąć – baby blues to kryzys, który oznacza czas zmiany, czas adaptacji. Zmienia się przecież wszystko – ciało kobiety, życie społeczne i zawodowe, konfiguracja rodzinna! Zmienia się relacja z mężczyzną naszego życia. My dla siebie się zmieniamy! I z różnych badań wynika, że baby bluesa doświadcza 1/3 kobiet w ciąży lub w okresie połogu – nie jest to depresja, lecz zaburzenia nastroju związane z nową sytuacją.

Łatwo jednak przetrwać baby bluesa, jeśli ma się taki Klub Mam, jak nasz!

Przychodźcie więc na nasze spotkania! Bądźmy razem w tym naszym macierzyństwie – nasze dzieci niech rosną u boku szczęśliwych matek, które potrafią w swoich domach znaleźć przestrzeń również dla siebie, które mają odwagę zrobić remont i zaprojektować swoje własne gabinety, w których od czasu do czasu mogą się skryć i odpocząć! Mamy do tego prawo tak samo, jak nasi mężowie i tak samo jak nasze dzieci!

Close Menu
Zadzwoń do nas